Niniejsza strona internetowa wykorzystuje pliki cookie. Kontynuując jej przeglądanie wyrażasz zgodę na ich zapisywanie w pamięci urządzenia. Poprzez zmianę ustawień w przeglądarce internetowej możesz wyrazić zgodę na zapisywanie plików cookie lub je zablokować. Więcej informacji na temat stosowania cookies znajdziesz w polityce cookie. (Kliknięcie linku nie powoduje zmian w ustawieniach cookies). Więcej informacji można znaleźć w Polityce w sprawie Cookies. Więcej informacji można znaleźć w polityce w sprawie cookies, Akceptuję - nie pokazuj więcej tego powiadomienia!

Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra

Duszpasterstwo wiernych Liturgii Łacińskiej

Polska

Fssp_sancti

Niższe święcenia w Denton

2012-12-04

Refleksje po święceniach na ostiariusza i lektora

 

     Wstąpienie do seminarium jest dla każdego dużym krokiem. Niektórzy posiadają silną świadomość powołania od dzieciństwa, inni odkrywają wezwanie Pana na studiach, po nich, a nawet w bardziej zaawansowanym wieku (30 – 40 lat), co dawniej byłoby nie do pomyślenia. Zachodnie społeczeństwo, pełne jest dziś samotnych matek, dzieci wychowywanych w luźnych związkach, rodzin dotkniętych rozwodami, presją indywidualistycznej kultury i, w coraz większym stopniu, antychrześcijańskim ustawodawstwem. To wszystko powoduje, iż trudno jest dziś wybrać kapłaństwo, a ci, którzy to czynią, częstokroć nie znajdują zrozumienia w rodzinie czy u przyjaciół.

 

     Jeszcze większym wyzwaniem jest wybór seminarium daleko od własnej diecezji, w rycie, który choć coraz lepiej znany, wciąż nie jest codziennym doświadczeniem ani większości wiernych ani większości kapłanów.

 

     Wstępując do tradycyjnego seminarium, z tymi myślami mierzyć się trzeba nie tylko przy podejmowaniu pierwszej decyzji, ale także przed każdymi święceniami. 

 

     Zaczynam od tego wątku, gdyż wielu ludzi jest zaskoczonych, iż proces wyboru powołania nie kończy się z chwilą przyjęcia na pierwszy rok, ale jest przez seminarzystów przeżywany wielokrotnie. Największą zmianą zewnętrzną jest, przyjmowana na drugim roku, tonsura, która choć w ścisłym sensie nie jest święceniem, to jest najsilniej odczuwana, gdyż odrzuca się strój świecki i nakłada sutannę. Na trzecim roku przyjmuje się mniejsze święcenia na ostiariusza i lektora, na czwartym na egzorcystę i akolitę, a w latach następnych tzw. większe święcenia, na subdiakona, diakona i wreszcie na księdza. Przed każdym z tych kroków, kandydat jest oceniany przez księży mieszkających w seminarium, przez rektora i przez radę FSSP w Szwajcarii. Za każdym razem w intencji kandydatów wszyscy seminarzyści odmawiają nowennę, a samą ceremonię poprzedzają rekolekcje, lub dzień skupienia. 

 

     Dlaczego stosujemy tę dawną dyscyplinę? Podkreśla ona w piękny sposób, jak wzniosłym celem jest kapłaństwo, wymagające długich i stopniowych przygotowań.

 

     Na obrazku zdobiącym okładkę książeczki z obrzędem święceń, która leży przede mną, widać siedmiu kleryków stojących na coraz wyższych stopniach, oświeconych światłem Ducha Świętego. Tonsuratus dopiero zwraca się w stronę stopni, ostiariusz trzyma w jednej ręce klucze, a drugą pociąga za sznur kościelnego dzwonu, lektor trzyma księgę, egzorcysta z groźną miną odmawia modlitwę i grozi palcem diabłu, akolita trzyma kadzidło, subdiakon epistolarium, diakon evangelarium, a ksiądz Ciało Pańskie i kielich z Krwią. Wszystkie święcenia wkomponowane są w mszę świętą, ale każde kolejne jest umieszczone coraz bliżej konsekracji Ciała i Krwi Pańskiej, unaoczniając kandydatom (i wszystkim wiernym) hierarchiczną strukturę Kościoła, miejsce w nim poszczególnych stopni posługi, a wreszcie związek kapłana z istotą mszy świętej, czyli z Ofiarą Chrystusa.

 

     Nikt nie zostaje profesorem zwyczajnym natychmiast po magisterium, a na generała nie awansuje się z poborowego – podobnie powinno być z kapłaństwem.

 

     17 listopada 2012 roku otrzymałem w Denton święcenia na ostiariusza i lektora. Towarzyszyły mi wszystkie powyższe myśli, a także przesłanie pouczeń, które wypowiedział do nas biskup. Przypomniał, iż oprócz czynności takich jak otwieranie i zamykanie kościoła (które w naszym seminarium wykonują wyświęceni na ostiariuszy), powinnością nowo-wyświęconych jest ''(…) zamykanie diabłu, a otwieranie Bogu, poprzez słowo i przykład, niewidzialnego Domu Bożego, to znaczy serc wiernych; tak aby mogli oni zachować w swoich sercach i ujawniać w swoich uczynkach Boże słowa, które usłyszeli (…),'' zaś lektorom (śpiewającym u nas lekcje podczas mszy śpiewanych): ''(…) a to, co czytacie ustami, wyznawajcie sercem, wypełniajcie uczynkami, tak abyście mogli uczyć waszych słuchaczy, zarówno słowem jak i przykładem (…).'' 

 

     Wydaje mi się, iż zacytowane słowa mogłyby tylko zostać przymglone moim komentarzem, dlatego kończę w tym miejscu, zachęcając czytelników do modlitwy za wszystkich tych, którzy otrzymali łaskę formowania swojego kapłaństwa w rycie tradycyjnym.

 

kl. Krzysztof Sanetra FSSP